Przykryli nas czapką

,

Lista aktualności

Przykryli nas czapką

KKS Polonia Warszawa pokonała Deckę Pelplin 108:94, a bohaterami gospodarzy byli Gal Geliński i Jacoby Ross, którzy łącznie zdobyli 61 punktów. Po spotkaniu trener gości Rafał Knap nie szczędził krytycznych słów swoim zawodnikom, przepraszając kibiców za postawę zespołu. Z kolei w obozie Polonii, mimo przekonującego zwycięstwa, zwracano uwagę na problemy w defensywie.

Obraz

,

 


Gal Geliński, zawodnik KKS Polonii Warszawa: Myślę, że w pierwszej połowie graliśmy bardzo miękko i niezbyt mądrze w obronie. W drugiej połowie było już zdecydowanie lepiej. Graliśmy tak, jak powinniśmy, szczególnie w defensywie, przeciwko odpowiednim zawodnikom. W ataku nie mieliśmy problemów przez całe spotkanie. Naprawdę podobała mi się nasza gra ofensywna. Myślę, że zagraliśmy dobry zespołowy mecz. Ogólnie cieszę się, że wygraliśmy, ale straciliśmy 94 punkty. To oznacza, że nie wykonaliśmy dobrej pracy w obronie. To zdecydowanie za dużo i nie możemy tak dalej grać. Będziemy pracować nad tym elementem, obejrzymy nagranie spotkania i postaramy się być lepsi. Najważniejsze jednak, że odnieśliśmy zwycięstwo.

Kiedy gram, nie myślę o liczbach ani statystykach. Chcę po prostu wygrywać. Złoszczę się na trenera za każdym razem, kiedy zdejmuje mnie z boiska. (śmiech)

Łukasz Dziergowski, trener KKS Polonii Warszawa: W pierwszej kolejności chciałem pogratulować zespołowi z Pelplina, bo to jest trudny przeciwnik. Trener Knap zawsze coś ciekawego wymyśla i zespoły, które prowadzi, zawsze są niewygodne. Dzisiaj byliśmy, myślę, że dobrze przygotowani taktycznie na ten mecz i wykorzystaliśmy swoje przewagi, a jednocześnie troszeczkę zatrzymaliśmy tych ludzi, których powinniśmy. I stąd się wzięła chyba nasza przewaga w tym meczu. Cieszy mnie to, że Przemek Wrona zagrał dobry mecz i w końcu wszedł na taki wyższy poziom. Czekaliśmy na to z niecierpliwością. Fajnie, że Gal i Coby potrafią wziąć ciężar gry na siebie. Zawsze łatwiej się prowadzi zespół, gdy ma się takich zawodników, ale generalnie cały zespół walczył, starał się. Straciliśmy 94 punkty. To nie jest może najlepszy wynik defensywny, ale mamy takie przestoje. Cały czas to powtarzam: jesteśmy w stanie w dwie minuty rzucić 10–15 punktów, po czym w dwie minuty stracić 10–15 punktów. Pracujemy nad tym. Cieszy mnie to, że praktycznie przez cały mecz prowadziliśmy i kontrolowaliśmy spotkanie. Także pierwszy raz chyba wygraliśmy bez nerwowej końcówki.

Pierwsze mecze wygrywaliśmy generalnie obwodem. Robił to Gal, robił to Ross i pozostali zawodnicy obwodowi. Natomiast jest scouting. Przeciwnicy uczą się naszej gry, wiedzą, kogo zatrzymywać i chyba takim kluczowym momentem był mecz z WKK, gdzie generalnie zatrzymali nam Gala i Coby'ego. Nie mieliśmy za bardzo odpowiedzi na to, a jednocześnie wciskali piłkę pod kosz do Brada Waldowa i on nas tam trochę w końcówce poniewierał więc czekaliśmy na to, żeby nasi wysocy złapali taki balans, złapali dobrą formę, szczególnie Przemek. Maks robi swoje. On robi postępy i coraz bardziej mi się podoba na treningach, bo zaczyna grać fizycznie, zaczyna być troszeczkę aktywniejszy. Popełnia jeszcze takie dziwne błędy jak dzisiaj. Dzisiaj byłem bardzo zły z powodu tego, że Pelplin zdobył punkty po akcji 2+1, a Maks nie widział piłki, co dla mnie jest w ogóle jakimś nieporozumieniem w tym momencie.

W sierpniu i wrześniu pracowaliśmy z Przemkiem metodycznie, bez pośpiechu, bez jakiegoś poganiania, żeby wrócił do takiej optymalnej formy, żeby przede wszystkim sam ze sobą czuł się dobrze. No i myślę, że teraz możemy już tę naszą grę różnicować. Z takiej gry outside iść też czasem w grę inside. To jednym i drugim pomoże. Będzie lepszy balans i będziemy mogli więcej grać przez niego czy przez Maksa również więc to chyba w dobrym kierunku idzie.

Mikołaj Ratajczak, zawodnik Decki Pelplin: Gratulacje dla trenera Dziergowskiego i Polonii Warszawa. W drugiej połowie nastąpiła absolutna dominacja. Jeżeli Gal Geliński, który jest ewidentnie gwiazdą tej ligi, rzuca nam 25 punktów, dokłada 12 zbiórek i 10 asyst, a jego kolega Jacoby Ross zdobywa 36 punktów, trafiając 7 z 11 rzutów za trzy, a my na to pozwalamy, to nie ma mowy, żeby wygrać tutaj, w Warszawie. Mamy bardzo dużo materiału do analizy. Trzeba będzie powiedzieć sobie parę mocniejszych słów, bo nie ma co ukrywać – nie jesteśmy drużyną z pierwszej lepszej łapanki. Mamy swoje cele i taka porażka na pewno nam nie przystoi. Tym bardziej że przyjechała za nami duża grupa kibiców, którym serdecznie dziękujemy za wsparcie. Dali nam tego kopa, dzięki któremu do przerwy byliśmy blisko, traciliśmy cztery czy pięć punktów. A kiedy w połowie meczu jest tak niewielka różnica, wszystko może się jeszcze wydarzyć. Finalnie nie dojechaliśmy na drugą połowę. Pozwoliliśmy rozegrać się Rossowi, który chyba rozpoczął trzecią kwartę dwiema celnymi trójkami. Kiedy przewaga robi się około dziesięciopunktowa, drużyna nabiera pewności siebie. W każdym razie na pewno parę gorzkich słów padnie podczas analizy. Myślę, że trener i wszyscy z nas wyciągniemy wnioski. Trener pokaże nam, co musimy poprawić, ale to my musimy te wnioski wyciągać, bo to my jesteśmy na boisku. Jeszcze raz gratulacje dla Polonii, a my zabieramy się do roboty, bo jeszcze dużo pracy przed nami.

Rafał Knap, trener Decki Pelplin: Przede wszystkim zawsze są dwie sprawy. Pierwsza to gratulacje dla drużyny przeciwnej. Trener Łukasz Dziergowski ze swoim sztabem świetnie przygotowali zespół do dzisiejszego meczu. Zabrali nam nasze atuty i tutaj naprawdę chapeau bas. Świetna robota, brawo Łukasz. Naprawdę można wiele się nauczyć. Druga sprawa to, jak zwykle, podziękowania dla naszych wiernych kibiców. Przyjechali taki szmat drogi, żeby oglądać taką popelinę, jaką my dzisiaj graliśmy. Za to przepraszam kibiców, bo ja biorę za to odpowiedzialność i muszę to przyjąć, kolokwialnie mówiąc, na klatę. Posypać łeb popiołem, nawet nie głowę. Jest mi niezmiernie przykro, że tak to wyglądało. Chciałbym powiedzieć też jedną rzecz. Dzisiaj nastąpiła abdykacja, jeżeli chodzi o tytuł MVP. Nasz zawodnik, zeszłoroczny MVP, niestety dzisiaj mógł się uczyć koszykówki od Jacoby'ego Rossa i Gala Gelińskiego. Dwóch ludzi, na których zwracaliśmy bardzo dużą uwagę podczas scoutingu. Niestety dzisiaj przykryli nas czapką i wynik jest taki, jaki jest. 108 punktów straconych. Świetna obrona, ale chyba Częstochowy. Tutaj musimy ogromnie poprawić się w tym aspekcie, a przede wszystkim daliśmy drużynie przeciwnej zebrać 15 piłek w ataku przy naszych pięciu. To jest dziesięć posiadań więcej, co już robi co najmniej dziesięć punktów różnicy. I to tutaj było widać. Gdy goniliśmy wynik, całkiem nieźle wyglądała nasza gra. Później chwila rozprężenia, kilka głupot i musimy sobie to na pewno, tak jak Mikołaj powiedział, wyjaśnić. Nie może dochodzić do sytuacji, że mamy coś zaplanowane, coś pokazane, a my biegamy bez mapy na boisku. O to mam duże pretensje i duży żal.

Dzisiaj, przykro mi to powiedzieć, ale muszę to powiedzieć, zaczynając ode mnie i mojego sztabu, nie byliśmy drużyną. Dzisiaj byliśmy zlepkiem indywidualności. Jeżeli dalej tak będzie, to nie wygramy żadnego meczu. Musimy trzymać się w kupie jako team, jako drużyna, jako rodzina, a jeżeli tego nie będzie, tylko będziemy obwiniać każdego dookoła, to daleko na tym nie zajedziemy. 

W pierwszej połowie Samajae złapał szybko trzy faule. Grę prowadził ktoś inny, młody Musiał, który całkiem nieźle sobie poradził przez ten krótki okres. Dopiero buduje swoje nazwisko. Jeżeli mamy dwóch zawodników zagranicznych, to po to, żeby wiedli prym w tej lidze. Proszę pamiętać, że wśród jedenastu najlepszych strzelców tej ligi jest jedenastu zawodników zagranicznych. To o czymś mówi. O sile tej ligi i o sile tych ludzi. Dzisiaj na pewno liderami mojej drużyny nie byli Afroamerykanie. Dzisiaj liderem mojej drużyny, jeżeli chodzi o ofensywę i zaangażowanie, był Przemek Kuźkow, który tutaj rozegrał kilka sezonów. Bardzo dobrze było widać, że dobrze się tutaj czuł. Brawo dla niego i to cieszy. W pierwszej połowie znakomite zawody rozgrywał też Filip Gurtatowski. Zdobył 17 punktów, niestety w drugiej połowie nie udało mu się dorzucić żadnych, ale o wiele więcej będę wymagał od samego Jonesa niż od Jędrzeja Musiała. Jeżeli chce być liderem, musi to pokazać na boisku. Jeżeli nie pokazuje, będziemy go za to rozliczać. Problemem nie jest to, że rzucił 14 punktów, a nie 20 czy 18, jaką ma średnią. Problemem jest to, że dał rzucić Jacoby'emu Rossowi 36 punktów. Może nie wszystkie punkty zostały zdobyte, kiedy on go krył, ale za lwią część na pewno odpowiada Samajae. I o tym musimy sobie porozmawiać.